Recenzja Spektaklu TEatru Polskiego \"Terrordrom Breslau\"
Kolejny kontrowersyjny spektakl Teatru Polskiego we Wrocławiu "Terrordrom Breslau" miał swoja premierę 17.11.2006 na deskach sceny na Świebodzkim.
Spektakl o terrorze, tym widzialnym, jak wybuchy bomb, strzały i pobicia, jak i o tym nie widzianym- rodzinnym czy społecznym. O braku tolerancji na nasze wyznanie, nasze preferencje seksualne, czy wobec miłości. Ważnym bohaterem spektaklu są media, które kreują wizerunek tolerancji i terroru. Mimo wielu wątków i wielu problemów podjętych w sztuce, jej głównym nurtem są problemy z tolerancją zwykłego człowieka, tego co myśli, co czuje, co chce wykrzyczeć z siebie.
Głównym bohaterem jest Lars (Adam Sczyszczaj), Tajemniczy V, który rozsyła mieszkańcom miasta swoje manifesty "Jedyne co ma jakąkolwiek trwałość, to utrata, utrata z opuszczeniem, utrata i opuszczenie" czy "Rodzina jest zarodkiem socjalizmu, wiec należy ją zniszczyć". Te i inne manifesty V rozpoczynają serie dziwnych wypadków w Breslau. Pobicia, podłożenia bomb... Lars jako główny prowokator miasta jest wspierany przez media, które przekłamują fakty, sztucznie pobudzają społeczeństwo do popierania manifestów. Głównym przedstawicielem mediów jest Tom (Mariusz Zaniewski), który prowadząc swój Talk Show zaczyna w bardzo opiniotwórczy sposób przedstawiać telewidzom problem V, zwraca przy tym uwagę na to kim jest i czym się zajmuje. W mieście wybuchają pierwsze ładunki. Wtedy nawet Lars nie potrafi zatrzymać fali zbrodni którą wywołał. Czy włączy się do ruchu który wywołał, czy stanie z boku, czy będzie chciał go zatrzymać, czy media zmienia swój wizerunek, czy nadal będzie liczyła się tylko oglądalność? Na te pytania odpowiedzi można znaleźć tylko w teatrze.
Dużym plusem spektaklu jest gra aktorska zarówno znanego wrocławskiej publiczności Krzysztof Zarzecki (Hakan), którego monolog na kanapie zachwycił nie tylko widzów, ale i krytyków, doprowadzając wszystkich prawie do łez. Drugim aktorem, który oczarował całą salę był Adam Sczyszczaj (Lars), który w swoją grą aktorską przebił chyba jak do tej pory swoja najlepsza rolę Zygmunta z "Wszystkim Zygmuntom miedzy oczy". Był bardzo przekonujący jako homoseksualista, zagubiony człowiek, twardy biznesmen czy po prostu człowiek. Niestety nie wszyscy aktorzy zasłużyli na pochwały, byłem mocno zawiedziony grą Mariusza Kiljana (Feliks) niestety nie uwierzyłem mu w ani jedno słowo które padło z jego ust, nie był jak dla mnie tym 15-sto latkiem którym miał być. Momentami zbyt poważny jak na swój wiek, momentami groteskowy i przez większość spektaklu po prostu nieprawdziwy. Ostatnim aktorem który jest warty wymieniania jest aktor nietypowy, a jest nim publiczność, która "aktywnie" bierze udział w przedstawieniu. Ma odpowiedzieć na pytania, zareagować i być obserwatorem wydarzeń Terrordromu Breslau.
Jednym zdanie bardzo udana produkcja Teatru Polskiego, która powinna zdobyć popularność "Zygmuntów"
Adam Michalik Moje Miasto
niedziela, 25 grudnia 2011
Warsztat handlu obrazami mistrza YuanZhanga
Wszędzie w miastach były sklepy z książkami i obrazami. Stare księgi i obrazy sprzedawane były przeważnie razem. W większych miastach i ośrodkach kulturalnych handel sztuką lokował się z zasady na głównej ulicy. W Pekinie na przykład na ulicy LiuliChang.
Na ulicy LiuliChang, sąsiadowały ze sobą sklepy z obrazami, książkami i starociami, oraz drukarnie i tutaj właśnie do dzisiaj działa drukarnia RongBaozhai, która jest już upaństwowiona. Nieodzownym elementem są warsztaty, w których można oprawić świeżo zakupiony obraz. To rzemiosło jest bardzo szanowane w chinach, ponieważ ci, którzy trudnią się oprawianiem obrazów, sami są często artystami i znawcami sztuki.
Mają oni ścisłe powiązania z cechem malarzy działającym w mieście i okolicach, a w ich warsztatach często spotykają się artyści i handlarze dla dokonania co cenniejszych zakupów. W sklepach tych panowała niezwykła atmosfera, niezwykle przyjazna, niemal rodzinna. Stałych bywalców, którzy przychodzili najczęściej częstowano wykwintną herbatą i zagadywano rozmową o sztuce.
I tutaj mistrz Mi YuanZhang podejmując swoich gości tak zwykł obdarowywać ich roztaczając nad nimi horyzont wiedzy o sztuce. On sam mówił, iż w ten sposób rozróżnia człowieka "wiedzącego" od "znawcy". "Kto obdarzony jest bogactwem rzeczy ziemskich, ale sam nie potrzebuje sławy i uznania zagarniając do swoich zbiorów co sławniejsze dzieło dla siebie, tego można nazwać człowiekiem "wiedzącym". Kto jednak naprawdę zna się na sztuce i jest obdarzony wspaniałymi zdolnościami, kto długo i wnikliwie studiuje stare ryciny sam w końcu będzie w stanie obraz namalować, lub wniknąć głęboko w jego duszę, a ilekroć podejdzie do jakiegoś dzieła tyleż razy będzie się nim zachwycał. Pozostanie w związku z tym dziełem i żadna inna dziedzina nie będzie w stanie go odciągnąć".
W najlepszych warsztatach co cenniejsze dzieła pokazywano jedynie znawcom przedmiotu, nawet jeśli nie przyszli z zamiarem jego zakupu. Zostawiali natomiast swoje cenne uwagi i spostrzeżenia. W zamian podpowiadano im co warto kupić, a w co inwestować się kompletnie nie opłaca, oraz na znak szczególnej sympatii ostrzegano przed nabyciem falsyfikatu, które to nie rzadko trafiały się między oryginalne produkcje.
To jednak co stanowiło o powstawaniu najlepszych prywatnych galerii obrazów to nie sprzedaż czy kupno lecz darowizna. Sposób obdarowywania się wśród malarzy i innych artystów zachował się do dzisiaj, lecz ich zbiory coraz częściej uzupełniane są na drodze kupna.
Czy kultura chińska jest dla Ciebie równie inspirująca? ShuDian the China Ebooks Library
Na ulicy LiuliChang, sąsiadowały ze sobą sklepy z obrazami, książkami i starociami, oraz drukarnie i tutaj właśnie do dzisiaj działa drukarnia RongBaozhai, która jest już upaństwowiona. Nieodzownym elementem są warsztaty, w których można oprawić świeżo zakupiony obraz. To rzemiosło jest bardzo szanowane w chinach, ponieważ ci, którzy trudnią się oprawianiem obrazów, sami są często artystami i znawcami sztuki.
Mają oni ścisłe powiązania z cechem malarzy działającym w mieście i okolicach, a w ich warsztatach często spotykają się artyści i handlarze dla dokonania co cenniejszych zakupów. W sklepach tych panowała niezwykła atmosfera, niezwykle przyjazna, niemal rodzinna. Stałych bywalców, którzy przychodzili najczęściej częstowano wykwintną herbatą i zagadywano rozmową o sztuce.
I tutaj mistrz Mi YuanZhang podejmując swoich gości tak zwykł obdarowywać ich roztaczając nad nimi horyzont wiedzy o sztuce. On sam mówił, iż w ten sposób rozróżnia człowieka "wiedzącego" od "znawcy". "Kto obdarzony jest bogactwem rzeczy ziemskich, ale sam nie potrzebuje sławy i uznania zagarniając do swoich zbiorów co sławniejsze dzieło dla siebie, tego można nazwać człowiekiem "wiedzącym". Kto jednak naprawdę zna się na sztuce i jest obdarzony wspaniałymi zdolnościami, kto długo i wnikliwie studiuje stare ryciny sam w końcu będzie w stanie obraz namalować, lub wniknąć głęboko w jego duszę, a ilekroć podejdzie do jakiegoś dzieła tyleż razy będzie się nim zachwycał. Pozostanie w związku z tym dziełem i żadna inna dziedzina nie będzie w stanie go odciągnąć".
W najlepszych warsztatach co cenniejsze dzieła pokazywano jedynie znawcom przedmiotu, nawet jeśli nie przyszli z zamiarem jego zakupu. Zostawiali natomiast swoje cenne uwagi i spostrzeżenia. W zamian podpowiadano im co warto kupić, a w co inwestować się kompletnie nie opłaca, oraz na znak szczególnej sympatii ostrzegano przed nabyciem falsyfikatu, które to nie rzadko trafiały się między oryginalne produkcje.
To jednak co stanowiło o powstawaniu najlepszych prywatnych galerii obrazów to nie sprzedaż czy kupno lecz darowizna. Sposób obdarowywania się wśród malarzy i innych artystów zachował się do dzisiaj, lecz ich zbiory coraz częściej uzupełniane są na drodze kupna.
Czy kultura chińska jest dla Ciebie równie inspirująca? ShuDian the China Ebooks Library
Subskrybuj:
Posty (Atom)